PROJEKT "POMOC POLAKOM Z UKRAINY" (POLSKA) Projekt „Pomoc Polakom z Ukrainy” finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach zadania
Polska, Czechy, Słowacja i Węgry podpisały się w środę pod listem skierowanym do Komisji Europejskiej w sprawie Ukrainy. Członkowie grupy V4 chcą, by KE odblokowała środki, które Kijów
- Wbrew temu, co obiecywała Pani premier Ewa Kopacz, wbrew temu, co słyszeliśmy na sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą (LPG) - polska pomoc humanitarna nie dotarła do Polaków
Z Ukrajinou kontrolovaných částí Doněcka a Luhanska před očekávaným ruským útokem uprchlo více než 170 tisíc lidí. Většina z nich směřovala na západ země. Evakuaci ve čtvrtek narušily ruské nálety, nyní je ale znovu v provozu, uvedl gubernátor Doněcké oblasti Pavlo Kyrylenko. Na pomoc válkou sužované zemi posílá Austrálie 20 obrněných vozidel Bushmaster.
. Burmistrz Sułkowic Piotr Pułka i Wiktoria Charczenko w styczniu 2017 roku podpisali akt notarialny dotyczący sprzedaży budynku byłego przedszkola za 1 proc. wartości nieruchomości Fot. Katarzyna HołujTrzy i pół roku temu mieszkańcy wsi powiedzieli pięciu polskim rodzinom z Donbasu „zapraszamy”. Dziś już prawie są ich sąsiadamiOd chwili, kiedy społeczność Krzywaczki jednogłośnie na zebrani wiejskim potwierdziła, że chce aby w budynku byłego przedszkola, który stał pusty i niszczał, mogły zamieszkać polskie rodziny z Donbasu, minęło trzy i pół roku. A półtora od chwili, kiedy podpisali akt notarialny (za zgodą miejskiej samorządu odkupili budynek od gminy za 1 procent wartości) i burmistrz gminy Sułkowice przekazał im klucze. Dziś kolejny ważny moment – poświęcenie nowych mieszkań. Spełniła się wola mieszkańców. Spełniło się też marzenie pięciu rodzin o domu. Te w Donbasie opuścili nie chcąc ryzykować życia swojego, a przede wszystkim swoich dzieci. Natalia Bogdanowa mieszkając w bloku w centrum Doniecka przeżyła wiele bombardowań. Pociski spadały bliżej lub dalej, aż wreszcie pewnego dnia jeden z nich spadł dokładnie w miejscu, w którym kilka minut wcześniej stała. Wtedy pomyślała, że czas stamtąd uciekać. Tak też zrobili. Jak mówi Natalia, każda matka na jej miejscu (a ona jest matką dwojga) zrobiłaby to samo. - Żeby dzieci były bezpieczne, miały spokojne życie i mogły się normalnie uczyć – rodziny, które przyjechały do Polski na własną rękę. Bez statusu uchodźców czy repatriantów. Jako takie mogły liczyć tylko na siebie. Wynajmowali więc mieszkania i pracowali. Wiedzieli, że chcą w Polsce osiedlić się na stałe, zapuścić korzenie. Szanse dała im właśnie Krzywaczka. Budynek potrzebował generalnego remontu. Trzeba go też było zaadaptować na mieszkania. Tym zajął się… jeden z przyszłych lokatorów – Igor Buczek, architekt, kiedyś w Doniecku zastępca głównego architekta miasta. Nie tylko opracował projekt, ale też zabrał się do pracy przy jego realizacji. Zresztą nie on sam, Pracowali wszyscy godząc remont z pracą zarobkową, bo z czegoś przeciez trzeba żyć (i remontować!). Robili nowe instalacje, ścianki, wylewki… Teraz zamyka się pewien etap. Rodziny pracują nad wykończeniem i urządzeniem swoich mieszkań. Jedni są bardziej zaawansowani w pracach, inni mniej, wszystko zależy ile kto ma do zrobienia i jakimi środkami dysponuje. Większość prac wykonują sami, żeby było taniej. Montaż pieca CO pod koniec stycznia br. był momentem wielkiej radości. Bo po pierwsze znaczyło to, że mają za sobą niebagatelny wydatek, a po drugie, że można tu już mieszkać, bo żadna zima nie będzie straszna. Pierwsza zamieszkała Wiktoria Charczenko z rodziną. Jej mieszkanie najmniejsze najszybciej udało się wykończyć. Nie razie jest bardzo skromnie urządzone, ale Wiktoria mówi, że wojna nauczyła ją nie przywiązywać się do rzeczy. - Wszystko co mam to tak naprawdę prezenty. Nie mam tu niczego co by było moje, przywiezione z Doniecka. Miałam tyle pięknych rzeczy, ale one tam zostały, wywiozłam to co najcenniejsze: to dziecko, które tu chodzi po domu i skrzypce – mówi. To absolwentka konserwatorium. W Doniecku uczyła w szkole muzycznej, grała też na organach z miejscowym kościele. W Polsce razem z siostrą i przyjaciółmi reaktywowali dawny zespól i grając koncerty w kościołach zbierali środki na remont domu w pomocy, jak mówi Wiktoria, otrzymali od zwykłych ludzi. Od tych, którzy wspierali ich podczas tych koncertów w kościołach, oraz od mieszkańców Krzywaczki. - Sąsiedzi są nam bardzo życzliwi. Urządzamy się, patrzysz, a już jeden ciągnie sofę, a drugi krzesła. Sprzątamy, a to znów ktoś przynosi firanki. To niesamowite! - mieszkańcami Krzywaczki łączy ich narodowość (trzy z pięciu rodzin mają obywatelstwo polskie, a wszystkie pięć ma polskie korzenie), wyznanie (wiara katolicka), kultura, ale jak mówi Wiktora, ciągle uczą się czegoś nowego o tym regionie. - Na przykład o tutejszych potrawach, takich jak słynna sułkowicka krzonówka. Zawsze myślałam, że to wódka. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że to … zupa – śmieje się Krzywaczce znaleźli spokój. I dosłownie, bo to urokliwa, zielona wieś, gdzie czas płynie wolniej niż na przykład w milionowym Doniecku, ale i spokój ducha. - Żadne mieszkanie, które wynajmujesz, jakie by nie było, nie da ci tego, bo cały czas myślisz, że to nie jest twoje. A ziemia i dach nad głową dają ten błogi spokój. I#przywiązują - mówi przed nimi wymiana dachu i ocieplenie budynku . Pieniądze na to przekazała fundacja działająca przy jednej z państwowych spółek. Marzą, że kiedyś uda się zagospodarować także poddasze. - Wtedy moglibyśmy pomóc jakiejś rodzinie, która tak jak my przyjedzie z Ukrainy do Polski zacząć tu nowe życie. To mieszkanie mogłoby być taką szansą na dobry start – mówi Wiktoria. Oni swoje marzenie już spełnili. Wiktoria i Natalia mówią, że tym samym spełniło się marzenie ich nieżyjących już dziadków. Obaj byli Polakami. Dziadek Natalii to Józef Kowalewski. W dokumentach przez długi czas miał wpisaną narodowość polską. - Żeby ocalić rodzinę w końcu przyjął narodowość rosyjską, ale prawdziwa historia była po cichutku przekazywana dzieciom i wnukom i dzięki temu wiemy kim jesteśmy – mówi Natalia. - W czasach naszych dziadków przyznawanie się do polskości było ryzykowne – dodaje Wiktoria. - Ktoś kto mówił o sobie Polak musiał liczyć się z tym, że będzie traktowany jak wróg, szpieg. Dziadek był Polakiem i dopiero, kiedy miał już piątkę dzieci, zmienił narodowość na białoruską. Wybrał tą, bo urodził się w Grodnie. A zmiany dokonał, bo przyszli do niego i powiedzieli: zmień, bo będą konsekwencje. Posłuchał, ale do końca życia mówił i pisał wyłącznie po polsku. Zawsze nam powtarzał, żebyśmy wyjechali, że Polska to nasz dom. Dlatego myślę, że nasi dziadkowie: mój i Natalii tam gdzie teraz są, cieszą się i biją nam brawo. ZOBACZ KONIECZNIE:Polub nas na Facebooku i bądź zawsze na bieżąco!WIDEO: Barometr Bartusia. Piękna twarz polskiego kapitalizmuŹródło: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto
Przykra informacja ujrzała światło dzienne w dniu dzisiejszym. Nie żyje Polak, który walczył jako ochotnik w wojnie na Ukrainie. Mężczyzna zginął w trakcie walk w Donbasie. Oto co wiemy na temat zabitego należał do Międzynarodowego Legionu Obrony UkrainyWysłannik popularnego portalu internetowego w Ukrainie przekazał dziś smutną wiadomość. „Nie żyje polski ochotnik walczący w międzynarodowym legionie obrony Ukrainy w wojnie z Rosją. Zginął od odłamków podczas ostrzału artyleryjskiego. – napisał dziennikarz w mediach Polak włączył się w pomoc naszym sąsiadom w ramach Międzynarodowego Legionu Obrony Ukrainy. Obecnie był zaangażowany w obronę Donbasu. Przypomnijmy, iż ten rejon od wielu tygodni znajduje się pod ostrzałem artyleryjskim rosyjskich żyje polski ochotnik walczący w międzynarodowym legionie obrony Ukrainy w wojnie z Rosją. Zginął od odłamków podczas ostrzału artyleryjskiego. Marcin Wyrwał (@Wyrwal) July 21, 2022Media systematycznie informują o sytuacji w Donbasie. Niestety najnowsze wiadomości nie są optymistyczne. Na wschodzi Ukrainy jest wyjątkowo ciężko. Pojawiły się już nawet opinie, iż Ukraina traci Donbas. Ochotnicy, którzy walczą po stronie ukraińskiej przez kilka dni nie mogli opuścić okopów.„Są ostrzały cały czas, ale teraz zdecydowanie się nasiliły. Po raz pierwszy, a jeżdżę do Donbasu od 2014 r., czułem się bezpieczniej w jednej z wiosek niż w dużych miastach, gdzie co chwila dochodzi do potężnych eksplozji” – przyznał dziennikarz Marcin Wyrwał. „Żołnierze mówią: nie mamy amunicji, Ruscy strzelają znacznie więcej, zasypują nas fosforem, a my nie mamy czym odpowiadać i generalnie jest ciężko. Z danych wynika, że na froncie ginie codziennie od 200 do nawet 500 żołnierzy dziennie, a ogólna liczba żołnierzy, którzy tracą zdolność do walki, to jest tysiąc… To nie bierze się znikąd. Mimo tego w sporej większości nie spada motywacja i chęć do walki. A zmęczenie tych ludzi jest potworne” – dodał przedstawiciel stworzył legion dla ochotników z całego świataPrzy okazji warto wspomnieć czym jest Międzynarodowy Legion Obrony Ukrainy. Twór ten powstał 27 lutego, czyli zaraz po wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej. Inicjatorem stworzenia takiej formacji był sam prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Dodajmy, iż ochotnicy wspierają ukraińskie siły obrony skład Międzynarodowego Legionu Ukrainy wchodzą obywatele aż 55 państw. Wśród nich są nie tylko Polacy. Ukraińców w walce o wolność wspierają też Amerykanie, Brytyjczycy, Kanadyjczycy, czy obywatele państw bałtyckich i północnej Fakt
Polacy z Donbasu nie zostaną bez pomocy - zapewnił minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz pytany o przesunięcie terminu planowanej na 29 grudnia ewakuacji Polaków z Donbasu. Dodał, że w takich sytuacjach dochodzi czasem do zmiany terminu. Kosiniak-Kamysz, który był we wtorek rano gościem TVN24 poinformował, że polskie służby konsularne i specjalna grupa są w kontakcie z Polakami, którzy mają być ewakuowani. "Nikt z tych osób nie zostanie bez pomocy, tylko musimy być gotowi nie tylko na udzielanie bieżącego wsparcia przez najbliższy okres, ale też zaplanowanie każdego elementu pobytu w Polsce: znalezienia mieszkania i funkcjonowania w różnych miejscach na terenie naszego kraju" - mówił szef MPiPS. Jak podkreślał, takie działania muszą "zrobione z największą starannością i najbardziej efektywnie przygotowane". "Termin 29 grudnia, to termin w okolicach którego wciąż się znajdujemy. W takich sytuacjach dochodzi czasem do zmiany terminu, przesunięcia o kilka czy kilkanaście dni" - wyjaśnił minister. "Ważne jest to, aby doprowadzić całą operację do skutecznego końca" - zaznaczył. Pytany, czy dzisiaj można spodziewać się konkretnej daty ewakuacji, minister odparł, że jeżeli stacja zaprosi kogoś z rządu na środowy poranek, to na pewno ta osoba udzieli precyzyjnej odpowiedzi(…). Dopytywany, czy we wtorek będzie w tej sprawie decyzja na posiedzeniu rady ministrów, podkreślił, że "ciężko mówić o podjętych decyzjach przed dyskusją i spotkaniem, które się odbędzie". "Jest intencją rządu pomoc Polakom, pomoc osobom pochodzenia polskiego, którzy tej pomocy potrzebują" - zapewnił i zaznaczył, że chodzi o pomoc jak najbardziej skuteczną i precyzyjną. "Nikt się nie wycofuje z obietnicy dotyczącej pomocy Polakom. To jest rzecz kluczowa, żeby zrobić to w sposób godny i bardzo skuteczny" - podkreślił. Ewakuacja osób polskiego pochodzenia była wstępnie zaplanowana na 29 grudnia - taki termin wynikał z relacji osób mieszkających w obwodach donieckim i ługańskim, gdzie trwają regularne walki ze wspieranymi z Moskwy separatystami. Z obszaru objętego konfliktem ewakuowane miałyby być osoby polskiego pochodzenia, posiadające Kartę Polaka lub mogące w inny, udokumentowany sposób potwierdzić swoje polskie pochodzenie, oraz ich najbliżsi członkowie rodziny. Na stronie konsulatu polskiego w Charkowie jeszcze w ubiegłym tygodniu znajdowały się dwa komunikaty dotyczące ewakuacji - z 18 grudnia i 21 grudnia. Można w nich było przeczytać, że osoby, które chciały wyjechać do Polski, powinny zgłosić gotowość do wyjazdu najpóźniej do 26 grudnia 2014 r. prezesowi jednej z organizacji polonijnych, który przekaże ją następnie Konsulatowi Generalnemu RP w Charkowie. W połowie grudnia MSZ i MSW informowały posłów z sejmowej komisji ds. łączności z Polakami za granicą o procesie weryfikacji osób pochodzenia polskiego chcących ewakuacji z objętej walkami wschodniej Ukrainy - to około stu osób. Przedstawiciele resortów zapewniali o udzielaniu tym osobom doraźnych zapomóg i o tym, że w Polsce też czeka na nich pomoc. W poniedziałek rzecznik MSZ Marcin Wojciechowski powiedział PAP, że pod koniec zeszłego tygodnia konsulat generalny w Charkowie "zakończył przyjmowanie zgłoszeń od osób zainteresowanych ewakuacją", a po przekazaniu zebranych na Ukrainie informacji do Polski "odpowiednie instytucje podejmą decyzję w sprawie dalszych działań". Dodał, że wpływ na przebieg ewentualnej ewakuacji ma wiele czynników, wśród nich warunki atmosferyczne oraz kwestie bezpieczeństwa. Tworzymy dla Ciebie Tu możesz nas wesprzeć.
Bydgoski ratusz zamierza udostępnić mieszkania dwóm polskim rodzinom ewakuowanym z Donbasu. Pomoc zaoferowały też bydgoskie firmy, które chcą dać im pracę. To reakcja na słowa Teresy Piotrowskiej, minister spraw wewnętrznych, która zaapelowała do samorządów i instytucji o pomoc dla uchodźców. - Prezydent Rafał Bruski poinformował panią minister o gotowości pomocy naszym rodakom z Donbasu. Zrobiliśmy to jako pierwsi w kraju - mówi Michał Sztybel, doradca prezydenta Bydgoszczy. - Jednocześnie prezydent zlecił ADM i Miejskiemu Ośrodkowi Pomocy Społecznej sprawdzenie, jakie są możliwości udzielenia pomocy. Miasto chciałoby udostępnić dwóm rodzinom lokale. Najpierw jednak trzeba uregulować ich sytuację prawną. Na razie bowiem te osoby nie posiadają ani obywatelstwa polskiego, ani statusu uchodźcy. Wspólnie z ministerstwem i Urzędem Wojewódzkim nad tym pracujemy.[break]Do ratusza zgłaszają się pierwsze firmy, które są zainteresowane zatrudnieniem Polaków z Donbasu. - Gdy uporamy się z problemami prawnymi, zrobimy rozeznanie, jakie mają kwalifikacje, czy mówią po polsku. Te informacje przekażemy pracodawcom - podkreśla Michał od kilku dni w dwóch ośrodkach na Warmii i Mazurach przebywa ponad 180 osób z ogarniętego wojną Donbasu. Tam próbują zapomnieć o koszmarze konfliktu na wschodzie Ukrainy. W ciągu pół roku będą uczestniczyć w kursach zawodowych i językowych, z kolei dzieci mają rozpocząć naukę w tymczasem wiedzie się Ukraińcom, którzy już od pewnego czasu próbują się zaaklimatyzować w naszym kraju? W Bydgoszczy studiuje ich duża Kaptan pochodzi z Krzemieńczuka (miasto partnerskie Bydgoszczy - przyp. red.). Do Polski przyjechała 1,5 roku temu. Miała niespełna 17 lat, gdy rozpoczęła studia w Wyższej Szkole Gospodarki. - Początkowo brakowało mi osoby, która otoczyłaby mnie opieką. Powiedziała, jakie formalności trzeba załatwić. Od koleżanki dowiedziałam się, że muszę mieć ubezpieczenie zdrowotne, aby w razie choroby korzystać z bezpłatnej opieki lekarskiej - mówi. Sporym kłopotem była też bariera językowa. - Nie znałam polskiego. Zapisałam się na miesięczny kurs. Początkowo niewiele rozumiałam. W sklepie pokazywałam palcem produkty, które chcę kupić. Z czasem było lepiej - pierwszy rok miała polską wizę, potem złożyła dokumenty, by uzyskać kartę czasowego pobytu na 15 miesięcy. - Aby ją dostać, musiałam, przedstawić zaświadczenie z banku, że mam na koncie około 10 tys. w Polsce to zwłaszcza obecnie dla jej rodziny spory wydatek. Kurs hrywny poszedł w górę. Złotówka to aż 4,7 hrywny. Moje czesne za studia wynosi zatem na rok 4,5 tys. złotych. Na Ukrainę wracać nie chcę. Tu w Polsce po uzyskaniu europejskiego dyplomu widzę dla siebie większe perspektywy - mówi Anastazja.
pomoc polakom z donbasu